Jesteśmy najlepsi

Aktualności

Aenean sagittis mattis purus ut hendrerit. Mauris felis magna, cursus in venenatis ac, vehicula eu massa. Quisque nunc velit, pulvinar nec iaculis id, scelerisque in diam. Sed ut turpis velit. Integer dictum urna iaculis vestibulum finibus. Etiam tempus dictum rhoncus. Nam vel semper eros. Ut molestie sit amet sapien vitae semper. Pellentesque habitant morbi tristique senectus et netus et malesuada fames ac turpis egestas. 

14 czerwca 2020
Nie trzeba było budowli z drewna, by wojownicy z Saarbrücken zaskoczyli przeciwników. Do zwycięstwa
06 stycznia 2020
 Jak szarżowali Krystyna i Rafał ? (racketlon) Christine Seehofer dokonała rzeczy historycznej podczas IWT

Marcin Cisowski
dziennikarz sportowy,
producent artystyczny

Entrée było zaskakujące, bo w pierwszym meczu fazy grupowej Szwedzi zostali ugotowani na miękko, przegrywając 2:3 ze Szwajcarami, którzy w przeciwieństwie do reprezentacji Trzech Koron nie byli wymieniani w gronie faworytów mistrzostw.

 

Przełomowym momentem dla współgospodarzy imprezy (Szwecja organizowała ten turniej wraz z Finalandią) była chwila, gdy do zespołu dołączyli bracia Sedinowie, których klub Vancouver Canucks odpadł z batalii o Puchar Stanleya w lidze NHL. Sportowe niespełnienie, które dosięgło Henrika i Daniela Sedinów było zbawczym tchnieniem dla Trzech Koron. Tradycyjne szwedzkie przysłowie – „Im więcej kucharzy, tym gorsza zupa” nie znalazło tu zastosowania. Krótko mówiąc - głodni triumfu Sedinowie dołożyli do szwedzkiego pieca...

 

Dzięki temu nie upiekło się Kanadyjczykom, którzy stanęli na drodze Szwedów w ćwierćfinale.

 

Trzeba nie lada techniki i opanowania, ale także sportowego tupetu, by w tak ważnym meczu zagrać dwie identyczne akcje z tym samym skutkiem. Gra Trzech Koron w przewadze, rozegranie krążka przez braci Sedinów, Henrik do Danielssona, mocny strzał i gol – i tak dwukrotnie... Jednak mimo skuteczności Szwedów w okresach gry z przewagą jednego zawodnika, cały mecz zakończył się remisem i do wyłonienia półfinalisty potrzebna była dogrywka. Gdy po dogrywce mieliśmy zachowane status quo, czekał nas deser w postaci rzutów karnych. Bohaterem ich drugiej serii okazał się Fredrik Pettersson. Bez popadania w przesadę można uczciwie stwierdzić, że jego strzał był przepyszny. Tak wykonanego rzutu karnego dawno hokejowa publiczność nie podziwiała. http://www.youtube.com/watch?v=ajPrhiZLKAI

 

Jakość gry prezentowana w półfinale przez reprezentację prowadzoną przez Pära Mårtsa była najlepszym dowodem na to, jak zwycięstwa (takie jak w ćwierćfinale z Kanadą) potrafią „zbudować” drużynę. Styl w jakim Szwedzi pokonali w półfinale Finów, musi zasługiwać na najwyższy szacunek. Tym bardziej, że było to spotkanie pod dużą presją – nie dość, że w półfinale mistrzostw świata, nie dość, że  mecz zespołów, które doskonale się znają, to jeszcze współgospodarzy. Jednak te wszystkie czynniki okazały się nieistotne w obliczu genialnej gry Szwedów, którzy od pierwszej do ostatniej minuty kontrolowali starcie. Znów szefem hokejowej kuchni mianował się Henrik Sedin maczając swoje palce przy wszystkich trzech trafieniach Trzech Koron (zaliczył 2 asysty i gola). W bramce cudów dokonywał Jhonas Enroth (wybrany później najlepszym bramkarzem mistrzostw) i do końca meczu zachował czyste konto. Efekt? Szwecja – 3, Finlandia – 0.

 

W finale Szwecja - Szwajcaria trudno było wskazać zdecydowanego faworyta. Atutem Szwajcarów była przewaga psychologiczna, czyli wspomnienie grupowego zwycięstwa ze Szwedami. Z kolei Szwedzi zdawali sobie sprawę, że w grupowym spotkaniu ze Szwajcarami nie mieli w składzie braci Sedinów, więc byli zupełnie innym teamem. Helweci mogli jednak budzić postrach tym, że w całych mistrzostwach ani razu nie przegrali, dlatego nawet kibicom szwedzkim nie było tak łatwo postawić trzy korony na Trzy Korony...

 

Aperitif należał do Szwajcarów. Czarny koń szwedzko-fińskiej imprezy zdobył pierwszego gola za sprawą trafienia w 5. minucie MVP turnieju – Romana Josiego. Jednak to był ostatni, słodki łyk dla szwajcarskiej ekipy. Reszta meczu to był już szwedzki bufet. Ponownie błysnął nienasycony Henrik Sedin, który zdobył dwie bramki i zaliczył jedną asystę. Mimo prowadzenia 5:1 szwedzki trener – Pär Mårts uśmiechnął się po raz pierwszy (praktycznie przez okres całych mistrzostw zachowywał kamienne oblicze) dopiero 16 sekund przed końcem spotkania, gdy uzbrojona w przekazane przez organizatorów złote kaski szwedzka ławka rezerwowych, zaczęła proces fetowania triumfu. Trzy Korony znowu wiedziały jaki zrobić użytek z ich rodzimej mądrości ludowej, z tą różnicą, że „Poranną chwilę, która ma złoto w ustach” zamienili na wieczorną...

I CÓŻ, ŻE MISTRZ ZE SZWECJI...

22 maja 2013
SPORTALIONY

sportowe niuanse...

(fot. https://jamesedyrn.wordpress.com)

Z zimną, skandynawską krwią przygotowywali dla swoich kibiców hokejową ucztę. Początek przyprawili mdłym niepokojem, ale finisz był już wyrazisty i harmonijny.

Copyright by Marcin Cisowski

TEMBRAVO. Tembrem, słowem i obrazem.