Jesteśmy najlepsi

Aktualności

Aenean sagittis mattis purus ut hendrerit. Mauris felis magna, cursus in venenatis ac, vehicula eu massa. Quisque nunc velit, pulvinar nec iaculis id, scelerisque in diam. Sed ut turpis velit. Integer dictum urna iaculis vestibulum finibus. Etiam tempus dictum rhoncus. Nam vel semper eros. Ut molestie sit amet sapien vitae semper. Pellentesque habitant morbi tristique senectus et netus et malesuada fames ac turpis egestas. 

14 czerwca 2020
Nie trzeba było budowli z drewna, by wojownicy z Saarbrücken zaskoczyli przeciwników. Do zwycięstwa
06 stycznia 2020
 Jak szarżowali Krystyna i Rafał ? (racketlon) Christine Seehofer dokonała rzeczy historycznej podczas IWT

Marcin Cisowski
dziennikarz sportowy,
producent artystyczny

24 października 1929 roku na Nowojorskiej Giełdzie Papierów Wartościowych nastąpił krach. Dzień ten nazwano Czarnym Czwartkiem.

 

26 czerwca 2013 roku na kortach Wimbledonu kaskadowo zaczęli odpadać niektórzy faworyci turnieju. Część z nich na skutek permanentnych, niekontrolowanych poślizgów. Dzień ten nazwałem Wywrotową Środą.

 

To właśnie w pierwszą środę turnieju odpadł jeden z głównych kandydatów do wygrania na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club – siedmiokrotny triumfator Wimbledonu Roger Federer. Szwajcar uległ w czterech setach nisko notowanemu Ukraińcowi Serhijowi Stachowskiemu. Widzowie zajadając kultową przekąskę Wimbledonu – truskawki z bitą śmietaną – musieli przełykać również kolejne, zaskakujące przegrane. Jeszcze tliła się w pamięci sensacyjna, poniedziałkowa klęska Rafaela Nadala, gdy do środowej kolekcji pokonanych dołączyła Maria Szarapowa, która przynajmniej zagrała całe spotkanie z Portugalką Larcher De Brito. Nie można już tego powiedzieć o Victorii Azarence, która po poniedziałkowych wywrotkach w pierwszej rundzie, w środę w ogóle nie wyszła na kort, by zmierzyć się z Włoszką Pennettą.

 

Agnieszka Radwańska, lubiąca grać w Londynie, liczyła po cichu na powtórzenie wielkiego sukcesu sprzed roku – awansu do finału. Ten cel był bliski realizacji. W pierwszych dwóch rundach nie tracąc seta szybko rozprawiła się z rywalkami. Lekko pod górę zrobiło się od spotkania nr 3, w którym Polka potrzebowała trzech setów, żeby pokonać młodą Amerykankę Madison Keys. Gdy Radwańska dotarła w końcu do półfinału, mając się zmierzyć z niespodziewaną pogromczynią faworytki nr 1 w rywalizacji pań Sereny Williams – Niemką Sabiną Lisicką, wielu liczyło, że dla wyżej notowanej w rankingu i bardziej doświadczonej Agnieszki, wrota do finału są dość mocno uchylone. Trach. Wrota zamknęły się. Po trzymającej w napięciu, ponad dwugodzinnej, trzysetowej walce, zakończonej w decydującym secie wynikiem 9:7 wygrała Lisicka, awansując do finału.

 

W tymże finale, na Niemkę czekała znów dużo bardziej doświadczona rywalka. Tym razem - Francuzka Marion Bartoli. Tę przewagę rutyny warto w tym przypadku podkreślać, bo to głównie ona zadecydowała o gładkiej wygranej Bartoli. Finalistka Wimbledonu z 2007 roku dużo lepiej poradziła sobie z presją wimbledońskiego finału. Z kolei gra Lisickiej w żaden sposób nie przypominała formy, jaką zaprezentowała podczas potyczki z Agnieszką Radwańską. Efekt? Niemka w piątym gemie drugiego seta, przy własnym serwisie, miała oczy wciąż zaszklone od łez, rozżalona z powodu swojej słabej postawy, co jeszcze bardziej utrudniało jej grę. Zupełnie inaczej od Lisickiej, wyglądała mowa ciała Bartoli, która była tak mocno zmotywowana, że nawet gdy Niemka nie potrafiła już ukryć swojej słabości na korcie, Francuzka zachowywała się jak bokser w swoim narożniku przed walką. Najpierw mocno zaciskała pięści, a potem podskakiwała wymierzając swoją rakietą oburęczne ciosy w powietrze, odwrócona od rywalki. Po meczu zupełnie już rozklejona Lisicka z ledwością powiedziała kilka zdań w stronę londyńskiej widowni.

 

W rywalizacji mężczyzn doszło do dwóch historycznych wydarzeń. W polskim i brytyjskim tenisie.

 

W polskim, było to spotkanie Jerzego Janowicza z Łukaszem Kubotem w ćwierćfinale turnieju. Już wtedy wiadomo było, że jeden z tych tenisistów przejdzie do historii polskiego tenisa, pobijając wynik Wojciecha Fibaka z 1980 roku, gdy Polak doszedł do ćwierćfinału.

 

Muszę przyznać, że nie tylko byłem dumny z samego sukcesu wynikowego obu naszych zawodników, ale gdy gra w tym ćwierćfinale rozgrzała się na dobre – miałem olbrzymią satysfakcję z tego jakiej jakości tenis Janowicz i Kubot pokazują wymagającej, londyńskiej publiczności.

 

Łukasz Kubot, mimo że dużo niżej sklasyfikowany w rankingu, stanął na wysokości zadania. Jego gra była bardzo rzetelna i efektowna. Przyjemna dla oka, z powodu zanikającego ostatnimi czasy stylu serve & volley. Od zakończenia kariery przez Raftera i Henmana rzadko można było obserwować tenisistów grających konsekwentnie, praktycznie w każdej wymianie przy siatce.

 

Jednak skuteczna gra Kubota przy siatce nie wystarczyła na bardziej zdywersyfikowany technicznie tenis Janowicza. Młodszy z Polaków częściej wygrywał długie wymiany, zadając więcej kończących ciosów. Precyzyjnie, mocno, ale przede wszystkim regularnie serwował (29 asów) i zasłużenie wygrał w trzech setach.

 

Brytyjskim, historycznym wydarzeniem był oczywiście turniejowy triumf Szkota Andy’ego Murraya, który odczarował korty All England Lawn Tennis and Croquet Club po 77 latach. Ostatnim zwycięzcą Wimbledonu z Wielkiej Brytanii był Anglik Fred Perry, który nie miał sobie równych w tym turnieju przez trzy lata z rzędu, w latach 1934-36.Nie ma żadnych wątpliwości, że tegoroczny Wimbledon był wyjątkowo smakowity, podkreślając smak słynnych, wimbledońskich truskawek z bitą śmietaną...

TRUSKAWKI NA ŚLISKIEJ TRAWIE

08 lipca 2013
SPORTALIONY

sportowe niuanse...

(fot. Getty Images)

Wywrotowa środa, finał kobiet we łzach, historyczny ćwierćfinał Janowicz – Kubot oraz brytyjski tenis triumfujący po 77 latach – oto Wimbledon 2013 w pigułce.

Copyright by Marcin Cisowski

TEMBRAVO. Tembrem, słowem i obrazem.