Jesteśmy najlepsi

Aktualności

Aenean sagittis mattis purus ut hendrerit. Mauris felis magna, cursus in venenatis ac, vehicula eu massa. Quisque nunc velit, pulvinar nec iaculis id, scelerisque in diam. Sed ut turpis velit. Integer dictum urna iaculis vestibulum finibus. Etiam tempus dictum rhoncus. Nam vel semper eros. Ut molestie sit amet sapien vitae semper. Pellentesque habitant morbi tristique senectus et netus et malesuada fames ac turpis egestas. 

14 czerwca 2020
Nie trzeba było budowli z drewna, by wojownicy z Saarbrücken zaskoczyli przeciwników. Do zwycięstwa
06 stycznia 2020
 Jak szarżowali Krystyna i Rafał ? (racketlon) Christine Seehofer dokonała rzeczy historycznej podczas IWT

Marcin Cisowski
dziennikarz sportowy,
producent artystyczny

Dobrze „wypieczone” zwycięstwo

 

Najwięcej emocji w pierwszym dniu zawodów zafundował publiczności mecz Michała Rogalskiego z Ukraińcem Vitaliyem Konovem. „Rogal” pokazał w tym spotkaniu, że ma nerwy ze stali i nawet „z nożem na gardle” potrafi konsekwentnie realizować założenia taktyczne. W trzecim, decydującym secie obronił w niesamowitym stylu trzy lotki meczowe doprowadzając do stanu 20:20, a po chwili wygrał seta na przewagi 24:22, zwyciężając tym samym w całym spotkaniu.

 

Człowiek z charakteremPrzygoda Rogalskiego z warszawskim turniejem zakończyła się na 2 rundzie. Trafił w niej na głównego faworyta impr

 

ezy – Tajwańczyka Jen Hao Hsu, który pokonał go w dwóch, krótkich setach. Obrońca tytułu z zeszłorocznego Yonex Polish Open doszedł do finału, którego przebieg zelektryzował badmintonową publiczność. Niespodziewanie od samego początku rywal Tajwańczyka, Rosjanin Vladimir Malkov narzucił Hsu swój styl gry, a jego dominacja w ataku poskutkowała zwycięstwem w pierwszej partii do dwunastu. W drugim secie przy stanie 17:13 dla Malkova, po kilku łatwo wygranych punktach przez Rosjanina, Tajwańczyk poprosił nagle sędziego o interwencję lekarza. Wprawdzie nawet szczegółowe powtórki telewizyjne nie ujawniły żadnego ruchu, który mógłby stać się przyczyną urazu u Hsu, ale i tak nogę pieczołowicie zabandażowano... Po tym kilkuminutowym odpoczynku, Jen Hao Hsu odrodził się jak feniks z popiołów i wygrał seta 22:20. W trzecim secie Malkov pokazał, że ma charakter i wielkie serce do walki. Zapomniał o „dziwnej” drugiej połowie przegranego seta i w trzecim pokonał Tajwańczyka do osiemnastu po 80 minutach kortowej walki.

 

Lepsza... o stopę

 

Dla kontrastu, najmniej emocjonujący przebieg miała cała rywalizacja w singlu kobiet. Oprócz turniejowej jedynki - Hsiao Ma Pai, zawiodły praktycznie wszystkie rozstawione zawodniczki. Najbardziej Czeszka Kristina Gavnholt, która co prawda wygrała dwa pojedynki, ale męczyła się podczas nich okrutnie. Zamiast skupić się na grze, wolała oddawać się częstym dyskusjom z sędziami. Jej badminton od pierwszego meczu z Estonką Saar był nieprzekonujący, poruszanie się po korcie powolne i niezgrabne. W takiej formie Gavnholt nie miała żadnych szans trafiając w ćwierćfinale na dobrze dysponowaną Japonkę Uchidę, która pokonała ją w dwóch setach. Uchida okazała się później zwyciężczynią całego turnieju, choć stało się to w dość nieoczekiwanych okolicznościach. Do spotkania nie przystąpiła jej finałowa rywalka – główna faworytka turnieju Tajwanka Hsiao Ma Pai, którą z występu wyeliminowały problemy ze stopą.

 

Japońska dominacja

 

W deblu kobiet trzymaliśmy mocno kciuki za naszą parę Augustyn/Wojtkowska. Kamila i Agnieszka rozpoczęły turniejową rywalizację od mocnego uderzenia i zmiażdżenia rywalek ze Szwecji – Lundqvist i Sjostrom – w dwóch setach, do ośmiu i sześciu. Dzięki agresywnej, skutecznej grze Polki dość łatwo pokonały także kolejne przeciwniczki (tym razem Japonki Miyoshi i Moue) i w dobrym stylu awansowały do półfinału. W półfinale naszym deblistkom nie wystarczyło już jednak sił, by przejść dalej. Japonki Anai i Murayama pomściły swoje koleżanki z reprezentacji i to one zameldowały się w finale. Tam czekał na nie bratobójczy pojedynek z rodaczkami – Eto Rie i Yu Wakitą. Mecz okazał się starciem zupełnie pozbawionym emocji. Już po 31 minutach rozstawione z nr 3 Rie i Wakita zapewniły sobie triumf w Yonex Polish Open 2013.

 

Potyczki polsko-japońskie

 

W deblu mężczyzn najważniejsze rozstrzygnięcia zapadały po pojedynkach polsko-japońskich. Rozstawiona z nr 1 para Moreń/Szkudlarczyk znakomicie radziła sobie do ćwierćfinału, gdzie uległa największemu odkryciu rozgrywek deblowych – japońskiej parze Komatsuzaki/Takeuchi, która z racji niskiego rankingu musiała przedzierać się przez eliminacje. Ich niski ranking wynika jednak głównie z tego, że Japończycy grają ze sobą od niedawna. Ten fakt nie przeszkodził im jednak w dojściu do finału, w którym trafili również na polską parę Cwalina/Wacha. Polacy, jakby na zasadzie lustrzanego odbicia (tyle, że w półfinale), pokonali na drodze do finału japoński debel Takuto Inoue/Yuki Kaneko. W ten oto sposób w finale męskiego debla Yonex Polish Open 2013 mieliśmy dwie pary, które grają ze sobą od niedawna i z dobrym skutkiem, a przede wszystkim mieliśmy kolejne polsko-japońskie starcie. Z tarczą z tego pojedynku wyszli Polacy, którzy po bardzo widowiskowym meczu wygrali z parą Komatsuzaki/Takeuchi w trzech setach.

 

I za kim tu trzymać kciuki ?

 

Przed takim dylematem stanęli polscy kibice badmintona, gdy do finału miksta dotarły dwie nasze pary, 7 para list światowych – Nadia Zięba/Robert Mateusiak i zajmująca 60 miejsce w rankingu – Agnieszka Wojtkowska/Wojciech Szkudlarczyk.

 

Zanim jednak Agnieszka i Wojtek doszli do finału, w półfinale rozegrali mrożący krew w żyłach pojedynek z angielską parą Coles/Lim. To był pojedynek z gatunku – „przed obserwowaniem tego spotkania skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż taka dawka napięcia i emocji może zagrażać Twojemu życiu lub zdrowiu.

 

” Wojtkowska i Szkudlarczyk mogli zakończyć mecz z Anglikami już w drugim secie, ale mimo żywiołowego dopingu publiczności, przegrali drugą partię na przewagi do dwudziestu. W decydującej odsłonie, także nie oszczędzili nerwów zgromadzonym widzom (o czym mogę zapewnić z absolutną pewnością, gdyż obserwowałem ten mecz z trybun...). Zewsząd było słychać zniecierpliwienie i nerwowe, głębokie oddechy, gdy Agnieszka i Wojtek nie mogli skończyć meczu, mimo wielu lotek meczowych. Na szczęście nikogo nie trzeba było reanimować, ponieważ Polacy wygrali w końcu 21:18, awansując do finału. Na szczególne wyróżnienie po tym spotkaniu zasłużył Wojtek Szkudlarczyk, który wybronił w tym meczu niezliczoną ilość „lotek nie do odebrania” efektownymi padami.W finale, znające się znakomicie ze wspólnych treningów pary, tak jak można było się spodziewać przed meczem, stoczyły bardzo zacięty bój. Całe spotkanie z animuszem rozpoczęła nasza młodsza para. Udało jej się przejąć inicjatywę, permanentnie spychać Nadię i Roberta do defensywy, co znalazło swój wyraz w secie wygranym przez Wojtkowską i Szkudlarczyka do piętnastu. Ta bitwa o zneutralizowanie ataku przeciwników trwała niezmiennie w secie nr 2 i 3, ale tym razem, to bardziej doświadczony duet był bardziej skuteczny w realizacji swoich założeń taktycznych. Nadia Zięba i Robert Mateusiak drugą partię wygrali 22:20, a trzecią 21:18, stając tym samym na najwyższym stopniu podium turnieju Yonex Polish Open 2013.

W OGNIU BADMINTONOWYCH RAKIET

02 kwietnia 2013
SPORTALIONY

sportowe niuanse...

(fot. https://nto.pl/)

Ekwilibrystyczne pady, strzelające naciągi oraz... bratobójcze pojedynki, czyli Yonex Polish Open 2013 z trybun i stanowiska komentatorskiego.

Copyright by Marcin Cisowski

TEMBRAVO. Tembrem, słowem i obrazem.